sobota, 14 maja 2016

W poszukiwaniu siebie.


Nie wiem dokładnie jak zacząć to ,co chciałabym Wam przekazać. Mam dużo myśli w głowie, więc może zacznę od tego, że czasem staje w przedpokoju i spoglądam w lustro. I tak sobie myślę wtedy, że znam tę dziewczynę. Dziewczynę o niebieskich oczach i blond włosach, niewysokim wzroście i z kilkoma kilogramami za dużo. Że znam ją, ale tylko w jakimś stopniu. Nie znam jej w 100 % i chciałabym to zmienić. Bo owszem znam dziewczynę ze zranionym sercem i duszą. Dziewczynę, której wiecznie powtarzano w szkole,  że jak chce to potrafi, i że jest ambitna, ale znam również dziewczynę, która jest mega wstydliwa. Dziewczynę, która jest nieufna i nieśmiała. Dziewczynę, która jest leniwa tak, że chyba nie znajdziecie drugiego takiego lenia na tej kuli ziemskiej. Dziewczynę, która wiele razy pokazała, że jak musi to potrafi być twarda. Dziewczynę, która nie raz zagryzała zęby i uśmiechała się przez łzy, ale … Znam również dziewczynę, która nie potrafi sobie poradzić z wieloma rzeczami. Dziewczynę, która załamała się i poddała w pewnym momencie, bo nie widziała nic dobrego w przyszłości. Znam dziewczynę, która nie potrafi w siebie uwierzyć, i wiele razy próbowała to zmienić.  Dziewczynę, która doszła do wniosku, że nie chce, by jej przeszłość niszczyła jej teraźniejszość. Dziewczynę, która po raz kolejny wierzy w to, że znów uda jej się podnieść z kolan i cieszyć życiem, ale żeby tak się stało to musi zmienić parę rzeczy. Przede wszystkim ta dziewczyna musi dojść do porozumienia sama ze sobą. A powiem Wam w tajemnicy, że nie będzie to łatwe. Zastanawiacie się pewnie dlaczego? A no dlatego, że dziewczyna ta jest dość skomplikowana i niezdecydowana. Tak do samego końca to  nawet ona sama nie wie o co jej chodzi ,w tym młodym, zaledwie  20-letnim życiu. Z drugiej strony dziewczyna ta, chciałaby mieć już jakieś sprecyzowane plany jak niektórzy w jej wieku. Ta dziewczyna wiedziała kiedyś jasno i konkretnie czego chce od życia, cieszyła się nim, do momentu, w którym życie nie dało jej porządnie po tyłku. Dziewczyna ta, straciła wtedy nadzieje na to, że cokolwiek w jej życiu ma sens i będzie dobrze. Walczyła zawzięcie. Jak lwica o swoje młode. Podniosła się. Z tym, że teraz musi budować swoje życie i świat na nowo. Wierzy, a przynajmniej chce wierzyć w to, że jej się to uda. Przecież nie raz już się podnosiła. Ma jednak obawy, ma ich bardzo dużo, bo jak wiecie, dziewczyna ta jest leniwa. Boi się o to, że nie wytrwa w swoich postanowieniach, bo nie ma tak silnej woli jak inni, martwi się tym, że może jej motywacja nie jest wystarczająca, niepokoi się tym, że może kogoś zawieźć, ale o prawdziwy ból głowy przyprawia ją myśl, że będzie zawiedziona tylko i wyłącznie sobą.  



Dziewczyna  ma słuszne obawy, bo już nie raz tak było. Tym razem jednak dziewczyna chciałaby wytrwać w tym co postanowi, zmienić swoje dotychczasowe ja i odzyskać radość życia. Czy Waszym zdaniem dziewczynie będzie łatwiej, jak pomożecie i również w nią uwierzycie? Czy może jednak zaciśnie pośladki jak ktoś powie, że jej się nie uda i nie będzie w nią wierzył? 

wtorek, 3 maja 2016

Nie tego chciałam.

Pobiłam chyba własny rekord w najniższej liczbie postów w danym miesiącu. W kwietniu pojawił się .. UWAGA ! ..aż 1 wpis. Jestem załamana. Tragedia. Nie wiem czemu nie pisałam. Chyba staram się skupić na sobie, no i szkoła. Ona też pochłonęła mnóstwo mojej uwagi. Na całe szczęście to już za mną. Świadectwo odebrane, choć do końca nie byłam pewna czy aby na pewno je dostane. Zasmucające jest to, że wcale mnie to nie cieszy, a przynajmniej nie tak jakbym tego oczekiwała.

Przede mną najdłuższe wakacje życia, a ja zamiast się cieszyć, martwię się jak to wszystko będzie. Za tydzień idę na ostatnie zajęcia terapii grupowej i rozpoczynam terapię indywidualną,którą miałam rozpocząć dopiero we wrześniu tego roku. Może będzie lepiej. Chciałabym, nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo. Najdłuższe wakacje, fajnie by było mieć pracę, dostawać wypłatę,a gdyby udało się jeszcze wyjechać gdzieś na wakacje przez rozpoczęciem roku to byłoby wspaniale. No właśnie byłoby, bo niestety przez depresję i lęki, po całej sytuacji w poprzedniej pracy tak cholernie się boje gdziekolwiek iść do pracy, że to aż paraliżuje. Męczy mnie to okropnie. Chciałabym mieć lepsze życie, mieć pracę, własne pieniądze, nie liczyć każdego wydanego grosza, wyjeżdżać na wakacje i spełniać zachcianki. Nie takiego życia chciałam. Najgorsze, że już nie mam pomysłów jak to zmienić i zastanawiam się czy na prawdę coś się ze mną dzieje czy po prostu rozleniwiłam się tak przez ostatni rok, że teraz nie umiem normalnie funkcjonować.

Moje dni to nuda. Kompletna masakra - tak to bym chyba najtrafniej określiła. Leże całymi dniami w łóżku, z laptopem na brzuchu i wynajduje coraz to nowszych pomysłów co mogłabym porobić, poczytać itd. Koniec końców nic się nie zmienia. Co z tego, że od długiego czasu interesuje się zdrowym odchudzaniem i ćwiczeniami, co z tego, że nawet wypisałam sobie jakie ćwiczenia chciałabym robić skoro na tym się skończyło. Nie mam za grosz motywacji pomimo tego, że na prawdę psychicznie chciałabym zmienić wszystko w swoim życiu. Fizycznie nie robię kompletnie nic co jest prawdziwą udręką.
Czasem zastanawiam się czy nie popadłam ze skrajności w skrajność. Najpierw uzależniłam się psychicznie i fizycznie od byłego faceta, teraz nie ruszam się nigdzie bez telefonu albo laptopa. Internet stał się całym moim światem. Nie wiem co robić.
Mam kompletny chaos w głowie i nie zapowiada się żeby szybko tam się zrobił porządek.  Liczę na to, że może terapia pomoże i zacznę coś robić ze sobą i swoim życiem, bo to co jest od roku to jakiś kiepski żart w postaci wegetacji, a nie życie.


Jak u Was minął kwiecień?
Pamiętajcie, że jest mi bardzo miło jak zostawiacie mi ślad po sobie w postaci komentarzy, to świadczy o tym, że blog i moja osoba jednak kogoś ciekawi, interesuje i nie ma samych czytelników - widmo :) 


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Perfekcyjnie nieperfekcyjna.

Za każdym razem kiedy mam wrażenie ze znalazłam idealny temat, aby przedstawić Wam swój punkt widzenia w związku z jakimś tematem, który dłuższy czas chodzi mi po głowie, nagle rezygnuje. Mam poczucie, że słowa którymi będę chciała przekazać to co tak naprawdę chce Wam przekazać nie będą wystarczająco dobre. Niestety jestem osobą, która stara się robić wszystko na 100 % i jak coś mnie nie zadowala to potrafię 10 raz zaczynać od nowa. Założę się, że nikt z Was nie lubi czegoś robić na pół gwizdka. Ja też tak mam, ale nie zawsze jednak są takie możliwości. Jeśli chodzi o bloga i dodawanie postów, pewnie zauważyliście już, że  często wpisy pojawiają się pod wpływem chwili i buzujących we mnie emocji, które chce wylać z siebie jak najszybciej, aby nie zatruwały mnie od środka. Z jednej strony w końcu blog ma być moim miejscem, w którym jestem sobą z drugiej zaś, chciałabym aby moje teksty były dla was wartościowe i abyście mogli wynosić z nich coś dla siebie, a nie czytać zwykle zapchaj dziury. Co prawda dalej nie wiem jeszcze w jakim kierunku chciałabym aby szedł ten blog. Znajdziecie tu przede wszystkim mnie, moje uczucia i poglądy na różne sprawy z życia każdego z nas.

 Większość  blogów odnosi sukcesy dzięki regularnym wpisom, tyle tylko że ja do tej nie próbowałam robić czegoś takiego jak podsumowania tygodnia, kwartalniki, recenzje czy denka. Nie wiem czy dałabym radę dodawać wpisy regularnie i czy miałabym w nich co napisać tak na dobrą sprawę. 



Wiem natomiast, że chciałabym wprowadzić dużo zmian do swojego życia ze zbliżającą się wiosną i zrobić przede wszystkim w swoim sercu i duszy wiosenne porządki. Jak wyjdzie to się jeszcze okaże.  Jak na razie w szkole nie dają odpocząć, a spraw do załatwienia na już ciągle przybywa choć i tak nie ma kiedy ich uprzątnąć, bo w miejsce jednej załatwionej zaraz pojawiają się dwie kolejne do załatwienia i tak w kółko. Z utęsknieniem czekam na koniec kwietnia, aż odbiorę świadectwo i będę mogła bez wyrzutów sumienia porządnie się wyspać do 16 a potem znaleźć jakąś dorywczą pracę i kupić całą masę rzeczy, które wydają się w tej chwili niezbędne, a na które nie mam pieniędzy, bo ważniejsze w tym wypadku jest opłacenie rachunków za mieszkanie, niż kupienie kolejnej bluzki z miejsce tej która już do niczego się nie nadaje. 

Cieszy mnie natomiast fakt, że wokół mnie są jednak osoby na ,które mogę liczyć i które jak trzeba to pomogą, wytłumaczą co nieco albo najzwyczajniej w świecie wysłuchają i wyciągną z domu na siłę wtedy gdy jestem obrażona na cały świat. 
Zrobiłam jeden krok w całej mojej podróży z depresją i zaczęłam częściej wychodzić do ludzi, co całkiem dobrze na mnie oddziałuje. Taka kompletna izolacja od innych przez długi czas nie jest wskazana dla człowieka, czasem się przydaje aby zajrzeć w głąb samego siebie i dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi nam w życiu. Mimo wszystko warto mieć przy sobie osoby, które pchają nas ku górze a nie wkopują w coraz większy dół. 

Wy też zmagacie się z problemem perfekcyjnej nie-perfekcyjności? Jeśli macie jakieś sprawdzone sposoby które Wam pomagają będzie mi bardzo miło jak podzielicie się ze mną nimi w komentarzu.


Chciałabym gorąco pozdrowić Magdę z bloga wypalarnia.com.pl u której całkiem niechcący wygrałam konkurs. Nagroda już do mnie dotarła, ale na post o wygranej będzie trzeba trochę poczekać, aż wszystko się uspokoi i na spokojnie usiądę do nagrody, i poświęcę jej swoje 100 % uwagi. Ściskam Cię serdecznie Madziu i dziękuje jeszcze raz, że to akurat mnie wybrałaś na zwyciężczynie konkursu! :* :)  



niezdecydowana. 

sobota, 26 marca 2016

Zawsze jest okazja żeby się napić.

Wiecie co najbardziej mnie wkurza? Jak ktoś, kto wychowywał mnie całe życie, nie dotrzymał ani raz danego słowa, jak nagle w święta nie jest w stanie przyznać się, że w lodówce stoi flaszka wódki, i jak znajduje kolejne głupie i coraz bardziej idiotyczne wymówki,po co jej ta butelka, po czym oświadcza, że nie ma zamiaru pić, ale musi mieć, bo przecież zaraz są jej imieniny i jak ktoś przyjdzie to trzeba mieć czym poczęstować.

I tu włącza się moje wkurwienie. Przepraszam, ale inaczej już tego nie da się nazwać. Jestem wkurwiona, i rozgoryczona, bo każde cholerne święta ( w tym wypadku akurat mówię o Bożym Narodzeniu ) musi być ten je**** alkohol na stole. A potem co? Rodzina skłócona ze sobą na lata. Bo przecież nie można normalnie, jak inni ludzie usiąść przy stole i ze sobą porozmawiać, nie? Trzeba się napierdolić, a potem robić awantury.  Bo przecież jak ktoś ma imieniny to nie można poczęstować gości kawą i ciastem, trzeba się napić.



Przecież zawsze się znajdzie jakaś pieprzona okazja do tego, żeby się napić, żeby nie dotrzymać po raz kolejny słowa, które komuś się obiecało.  Bo przecież nie można normalnie spotkać się z dawnym kumplem bez piwa, nie można iść na imprezę po to, żeby się nie napić, często nawet głupiego meczu nie można obejrzeć alkoholu. Ahh, jak mnie to wkurza, że ludzie wynajdują tyle głupot tylko po to, aby się napić. Okej rozumiem alkohol jest ludzi, sama czasem też się napiję, ale u mnie jest inaczej. Nie awanturuje się, nie kłócę, nie doprowadzam się do stanu nieprzytomności, a przede wszystkim nie składam pod tym kątem nikomu pustych obietnic. Pod tym kątem, w moim życiu zawiodły mnie dwie bardzo bliskie osoby. Z jedną byłam w związku, druga wychowywała mnie całe życie. Dołączyłaby jeszcze pewnie do nich, kobieta która mnie urodziła gdyby nie wybrała wódy zamiast własnego dziecka. Na miano matki nie zasłuży nigdy.

I tu chyba jest moja odpowiedź na to dlaczego pije raz na ruski rok.
Wkurza mnie to, że ludzie znajdują sobie wymówki tylko po to, żeby się napić. Bo co to dalej oprócz kaca na następny dzień, często wyrzutów sumienia, że coś się odwaliło głupiego po pijaku i pustych kalorii. Moim zdaniem nic. A powiedzenie, że alkohol łączy ludzi w moim spostrzeżeniu to gówno prawda. Wolę żeby z ludźmi łączyły mnie wspólne poglądy, przekonania i zjednoczone duszę, a nie to ile hektolitrów wódki bądź innego alkoholu wytrzymały razem nasze organizmy.

To na tyle dziś.
Niezdecydowana.

sobota, 19 marca 2016

Życie w wielkim mieście.

Od ostatniego wpisu minął tydzień. 
System tygodniowy z poprzedniego wpisu, nie za bardzo zdaje rezultaty, ale może potrzeba do tego więcej czasu niż tygodnia. Jak na razie dziś udało mi się uprzątnąć e-mail z piętrzących się w nim śmieci. 
Niedziela chyba dalej pozostaje MOIM dniem. I dniem dla mnie. 
Z racji zbliżającego się tygodnia z zajęciami w szkole i sprawdzianami, od wczoraj siedzę nad matematyką. Co prawda naukowo-ćwiczeniowy czwartek się nie sprawdził, za to naukowo-ćwiczeniowy piątek wkroczył dziś do akcji. 
To chyba by było na tyle z całego tygodnia. 

Życie w wielkim mieście = wielkie możliwości? Niekoniecznie. 

Ostatnio tak sobie rozmyślam, że chyba wolałabym jednak mieszkać na wsi, nie słuchać o tych wszystkich wypadkach i problemach, które są typowe dla wielkich miast. Miałabym ciszę, spokój, naturę blisko siebie. I może dzięki temu mniej problemów? Czuję się zagubiona w Warszawie, chociaż to miasto, w którym się wychowałam. Dziwne, prawda?
Ostatnio przytłacza mnie to wszystko, dorosłość, wizja wyprowadzki i zamieszkania samej w mieszkaniu, które urządzałam dla dwóch osób. To też jest jeden z powodów mojej frustracji. Czuje się tak cholernie nie przygotowana do życia. Nie powiem terapia daje efekty, chce mi się bardziej walczyć z tym wszystkim. Przynajmniej psychicznie., bo fizycznie chyba nic się jednak nie zmieniło. Dalej leże całe dnie w łóżku i prawie nic ze sobą nie robię. Po ostatniej wizycie na terapii pomalowałam paznokcie u rąk ! Pełen sukces! Na serio. Po 2 latach nie robienia kompletnie nic ze swoimi dłońmi zafundowałam im manicure. Trochę szkoda, że kurs skończony, certyfikaty leżą i się kurzą, a ja wychodzę z wprawy z każdym dniem coraz bardziej. 
Nawet miałam pomysł, żeby zainwestować w lakiery hybrydowe i zacząć robić po znajomych za jakaś minimalną kwotę, ale jak to ja, w ostatniej chwili znajduje milion powodów, żeby tego nie zrobić co sobie zaplanuje. Eh nie wiem czemu tak mam. Ktoś ma może jakiś pomysł? 


Jestem dziś z siebie zadowolona, bo zrobiłam więcej niż oczekiwałam, w końcu udało mi się poćwiczyć, pouczyć i trochę pobyć z sobą samą. Za oknem zaczyna się robić już trochę ponuro, a najważniejsze punkty, które w sumie nawet nie były na mojej dzisiejszej liście są spełnione. Chciałabym to jutro powtórzyć, tylko bez treningu.  Nie chce przesadzić na początku, bo się zrażę i znając życie odpuszczę zanim tak na dobre zacznę trenować. 



Wracając do głównego wątku, życie w wielkim mieście jest dość trudne, czeka tu mnóstwo pułapek i rozczarowań. Wiele osób pojawia się w naszym życiu tylko na chwilę, i pędzą gdzieś dalej wcale się nie oglądając za siebie. Ja sama już doświadczyłam kilka razy dość nie przyjemnie tego, że najpierw pojawia się ktoś nowy w moim życiu, zaczyna się tworzyć kontakt, potem zaczynamy pisać ze sobą codziennie, spotykać się. Zaczynam traktować tą osobę jak przyjaciela, otwieram się przed nią, mówię jej o swoich lękach, problemach i sekretach, które staram się chronić. I wszystko wydaje się okej, wydaje się, że na serio tworzymy zgraną paczkę, a potem naglę, kontakt zaczyna słabnąć. Już nie rozmawiamy jak kiedyś całymi dniami, a tematy z dnia na dzień się kończą i ograniczamy się do zwykłej kilkuminutowej (czasem nawet nie) rozmowy na fb na podstawie : hej, co tam? no nic, a u Ciebie? to samo. 
Zastanawia mnie skąd się to bierze. Okej rozumiem, każde z nas ma swoje życie to jasne, ale chyba po prostu nie lubię jak ktoś mnie tam odcina z dnia na dzień po tym jak się przyzwyczaję, że codziennie odpowiadam jak minął mi dzień. Co potem zrobić z takimi przemyśleniami? Szczerze nie wiem, bo na dzień dzisiejszy, mam jedną osobę, która mnie wspiera codziennie. Której mogę pochwalić się że zrobiłam trening, albo pomalowałam paznokcie, z którą mogę pogadać o tym co miałam na obiad, albo powiedzieć jej co w tej chwili mnie gnębi. Jestem bardzo wdzięczna jej, że jest przy mnie. I że mnie wspiera, doradza i pomaga czasem w bardzo błahych albo durnowatych sprawach. 

Lista moich znajomych się zmniejszyła wyjątkowo szybko i w wyjątkowo sporej ilości. Została na prawdę ze mną garstka osób, które są ze mną od lat, raz mamy lepszy, raz gorszy kontakt, ale jednak są jakąś taką stałą rzeczą w moim życiu. Chciałabym im bardzo podziękować i powiedzieć, że dużo to dla mnie znaczy, że są ze mną na dobre i na złe iiii, że się cieszę, że to właśnie Oni :) Chciałabym, żeby z czasem ta lista się powiększyła, jak kiedyś. 

To chyba na tyle dziś. 
Chciałabym tylko wspomnieć Wam, że mam jeszcze dużo różnych takich tematów w głowie nad którymi pracuję. No ja akurat nie planuje wpisów z wyprzedzeniem także może to trochę zaburzać harmonię bloga itd, ale najlepiej mi się piszę pod wpływem chwili :)

Uściski, niezdecydowana. 

sobota, 12 marca 2016

Jeden z dobrych dni + plan tygodnia od tyłu

Hej wszystkim!
Piszę dziś do Was w całkiem dobrym nastroju. Dziś, jest jeden z tych dobrych dni, w których może nie do końca fizycznie, ale psychicznie chce mi się bardzo i czuję, że mogłabym przenosić góry. Oczywiście, gdybym tylko chciała. :) 
Słucham dziś pewnie już całkiem zapomnianej Kelly Clarkson, której nowe utwory wpadły mi w ucho za sprawą aplikacji, którą pewnie większość z Was zna. Mianowicie jest nią SPOTIFY :)  Muszę przyznać, że odkąd ściągnęłam ją na laptopa prawie codziennie jest w użytku i leci z niej jakaś muzyka, która nastraja mnie w dobry humor. No ale ja nie o tym chciałam. 


Jak każdy z Was kto chodź chwilkę dłużej znajduję się na moim blogu, wiecie, że jestem teraz w takim etapie swojego życia, w których chce zacząć wprowadzać bardzo dużo zmian w swoim życiu, przede wszystkim jest to spowodowane tym, że chce zwalczyć swoje lenistwo, i chcę aby po prostu żyło mi się lepiej.
Mam za sobą przeczytane chyba z tysiąc motywujących artykułów i nie jednego bloga o tej samej tematyce, które szczerze mówiąc nie przyniosły efektów. Ewentualnie przyniosły je, ale z marnym skutkiem skoro trzeba za wszystko brać się od podstaw po raz kolejny.
I tu z pomocą przyszedł mi pewien stary post Ani z bloga www.aniamaluje.com oraz najnowszy post Nadine z bloga www.bomabycmrucznie.pl.
Dzięki połączeniu tych dwóch pomysłów oraz moich własnych potrzeb, nad którymi chciałabym zacząć systematycznie pracować, udało mi się stworzyć swój własny PLAN TYGODNIA i tego jak chce żeby ten tydzień wyglądał.

No dobrze, przechodząc do rzeczy. Wrzucam tutaj to jak chcę, aby wyglądał mój tydzień :D Co prawda, zaczyna się od ostatniego dnia tygodnia czyli niedzieli, ale to totalny przypadek ,także nie ma to nic wspólnego z amerykańskim rozplanowaniem tygodnia w kalendarzach ani nic z tych rzeczy. Niestety nie jestem jeszcze na tyle sprytna żeby wrzucać tu gotowce do wydrukowania, bo sama na razie zbieram wszystko w zwykłym zeszycie na spirali i zapisuje długopisem. Kiedyś na bank dojdę do takiej wprawy i poziomu :D Zapraszam!


NIEDZIELA - DZIEŃ DOMOWEGO SPA

Jako, że będąc w związku przestałam całkowicie się malować i ograniczyłam swoją pielęgnację do absolutnego minimum, tak teraz czas na nowo wyrobić sobie nawyk pt: "Dbam o siebie i swoje ciało", dlatego też, poniżej znajduje się kilka punktów, które regularnie będą odbywać się w każdą niedziele. Zaczynam od jutra :D 
  • depilacja całego ciała + regulacja brwi 
  • manicure i pedicure 
  • maseczka na włosy i twarz
  • peeling całego ciała
  • balsamowanie 

SOBOTA - PORZĄDKUJEMY MIESZKANIE 

W domu, tak na prawdę to mieszkaniu, w którym się wychowałam zawsze jakoś dbano o porządek, raz mniej, raz więcej. Jednak odbywało się to bardzo niesystematycznie. Można było sprzątać 3 dni pod rząd, a 4 dnia od nowa wszędzie panował tzw "pierdolnik".  Ze względu na to, że jak tylko uporam się troszkę, ze swoimi lękami, pracą i innymi rzeczami planuje przeprowadzkę, chciałabym wprowadzić kilka nawyków do nowego miejsca razem z przeprowadzką. Dziś mam zamiar spełnić te punkty :) 
  • zmiana pościeli
  • pranie ( no dobra średnio i tak jest co 2 dni, ale nie ważne )
  • ogarnięcie tego, czego nie udało nam się posprzątać w poprzednie dni ( w moim wypadku jest dziś do ogarnięcia przestrzeń koło łóżka, fotel i komoda )
  • dodatkowo jeśli ktoś prowadzi harmonogram sprzątania i nie ma jakiś większych zadań na sobotę proponuje przeznaczyć ten dzień na np. uporządkowanie szuflad z przyprawami w kuchni itp. 


PIĄTEK - INBOX ZERO + PORZĄDEK W DOKUMENTACH

  • wykasowanie zbędnego syfu z poczty online, w której bardzo prawdopodobnie przez cały tydzień nazbierało się trochę niepotrzebnych reklam i innego spamu (no chyba, że ktoś zagląda na swoją pocztę codziennie i utrzymuje tam regularnie porządek, ja niestety mam z tym problem)
  • wykasowanie subskrypcji, którymi nie jesteśmy już zainteresowani, a które dalej przysyłają maile na naszą pocztę
  • W PRZYPADKU OSÓB, KTÓRE NAGMINNIE ZBIERAJĄ PARAGONY JAK JA ! przejrzenie paragonów z całego tygodnia, które uzbierały się w portfelu i wyrzucenie ich po wcześniejszym zapisaniu kwot bądź samo wyrzucenie :) 
  • uprzątniecie nowych dokumentów do segregatora 


CZWARTEK - DZIEŃ TRENINGOWO - NAUKOWY 

Z racji tego, że czwartek będzie jednym z moich dni treningowych, gdy w końcu wprowadzę je w życie, spróbuje go połączyć z nauką.
  • odrobienie lekcji ( ze względu na to, że zajęcia mam co 2-gi tydzień) 
  • powtórzenie materiału z bieżących zajęć + 1 nowy rozdział np matematyka
  • min. 1 godzina z angielskim (ćwiczenia do matury itp)


ŚRODA - DZIEŃ LENIUCHA 

Na ten dzień zaplanuj odpoczynek, taki jak lubisz. U mnie jest najczęściej dzień spędzony BEZ WYCHODZENIA Z ŁÓŻKA :) Dla Ciebie to może być wypad do kina, spacer z drugą  połówką albo spotkanie z kimś, kogo dawno nie widziałeś.



WTOREK - DZIEŃ POD HASŁEM : TERAPIA

Wtorek to dzień, w którym stałym wydarzeniem przez najbliższy czas, będzie spotkanie z grupą tzn. terapia. Jak na razie chyba zostanie tylko to. 



PONIEDZIAŁEK - ZAPLANUJ

Niektórzy wyznają zasadę planowania nowego tygodnia w niedziele wieczorem. Wcale tego nie neguje. Chcesz rób to w niedziele. Ja jednak jestem osobą, która szczerze nie znosi poniedziałków, i aby umilić sobie ten dzień postanowiłam, że będzie on dniem planowania.
  • zaplanuj sobie co masz do zrobienia na cały tydzień 
  • oznacz w kalendarzu z góry zaplanowane na ten tydzień ważne wydarzenia np. wizytę u lekarza, spotkanie z klientem, ważne sprawy na mieście ( w taki sposób będzie Ci łatwiej przygotować się na to co czeka Cię w danym tygodniu, dodatkowo będziesz mogła/ mógł odciążyć sobie głowę, aby ciągle pamiętać np. w środę mam dentystę) 



No dobrze dziś to by było chyba na tyle, ja lecę ubrać na siebie leginsy, bo siedzę w bieliźnie pod kołdrą i stukam w klawiaturę, a porządek nie zrobi się sam. Dziś tak jak wspomniałam wcześniej czeka mnie ogarnięcie koło łóżka i fotel, komodę chyba sobie daruje, ale postaram się za to ogarnąć chociaż trochę kuchnie. 

Swoją drogą przepraszam wszystkich za swoje ciągłe narzekanie. Próbowałam pocieszyć wcześniej przyjaciółkę i centralnie ... mnie strzelił jak z każdą nową wiadomością od niej czytałam, jak to czy tamto ją wkurwia. I chociaż wiem, że sama non stop narzekam na to, że mi się nie chce to jak słyszę coś takiego od drugiej osoby, to wszystko się we mnie gotuje. Co zrobić? Olać. Najzwyczajniej w świecie. Jeśli jest coś co nie przynosi Ci szczęścia puść to wolno. Niech idzie w cholerę. Nie ważne czy jest to facet, zupa która nagle przestała Ci smakować, albo znajomi których z dnia na dzień przestajesz tolerować. ZACZNIJ ŻYĆ W ZGODZIE Z SAMYM SOBĄ. Taka mała rada ode mnie na dziś. 

Ściskam Was cieplutko, bo pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu. Brzydko, zimno, szaro i ponuro. :P 

niezdecydowana. 

czwartek, 10 marca 2016

Jestem tchórzem...

Kiedyś w pewnym filmie usłyszałam sentencję, która brzmi mniej więcej tak: 
"Nie pozwól, aby strach prze porażką wykluczył Cię z gry"
i wiecie co?

Jestem tchórzem. I to cholernie wielkim tchórzem. 

Od rozstania ze swoim byłym facetem, który lubił wypić i podnosić rękę na słabszych ( w tym wypadku często mi się obrywało) stałam się osobą przeraźliwie zalęknioną. Dostałam dziwnych fobii np. nie lubię i czuje się bardzo niekomfortowo, gdy muszę wyjść sama z domu, boję się ludzi, i tego, że nawet jak coś mi się stanie to nikt mi nie udzieli pomocy. Najgorszy lęk mam jednak przed spotkaniem gdzieś na mieście owego, byłego partnera. Boję się, że znów mógłby chcieć się "zemścić" na mnie.

Jednak to nie denerwuje mnie najbardziej. 

Najbardziej złości mnie to, że nie ma we mnie odwagi do zrobienia czegoś nowego. Cały czas unikam odpowiedzialności, bo boję się, że i tak prędzej czy później coś spierdzielę i np. wyleją mnie z pracy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten strach mnie paraliżuje. Paraliżuje do tego stopnia, że sama na sobie wywieram taki wpływ i nacisk, że w ostatniej pracy wytrzymałam tylko 3 dni po skończonym szkoleniu i zasłabłam z nerw i strachu.

Ten strach nie pozwala mi normalnie funkcjonować wśród ludzi. Boję się, że każdy poddaje mnie ocenie i po pierwszym spotkaniu nakleję mi łatkę, której i tak nie dam rady zmienić nie ważne czego bym próbowała, boję się, że przed to, że się boję, nie będę nigdy już w stanie iść do jakieś normalnej i przede wszystkim stałej pracy, bo nie wytrzymam napięcia, które sama w jakimś stopniu na siebie wypieram. Boję się, że przez to, że nie będę miał stałej pracy, nie będę miała godnego życia i będę żyć na skraju biedy, nędzy i rozpaczy, czego bardzo nie chce.

Najgorszym z najgorszych rzeczy, jest to, że nie wiem już jak mam z tym walczyć.  



dobranoc, niezdecydowana.