wtorek, 3 maja 2016

Nie tego chciałam.

Pobiłam chyba własny rekord w najniższej liczbie postów w danym miesiącu. W kwietniu pojawił się .. UWAGA ! ..aż 1 wpis. Jestem załamana. Tragedia. Nie wiem czemu nie pisałam. Chyba staram się skupić na sobie, no i szkoła. Ona też pochłonęła mnóstwo mojej uwagi. Na całe szczęście to już za mną. Świadectwo odebrane, choć do końca nie byłam pewna czy aby na pewno je dostane. Zasmucające jest to, że wcale mnie to nie cieszy, a przynajmniej nie tak jakbym tego oczekiwała.

Przede mną najdłuższe wakacje życia, a ja zamiast się cieszyć, martwię się jak to wszystko będzie. Za tydzień idę na ostatnie zajęcia terapii grupowej i rozpoczynam terapię indywidualną,którą miałam rozpocząć dopiero we wrześniu tego roku. Może będzie lepiej. Chciałabym, nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo. Najdłuższe wakacje, fajnie by było mieć pracę, dostawać wypłatę,a gdyby udało się jeszcze wyjechać gdzieś na wakacje przez rozpoczęciem roku to byłoby wspaniale. No właśnie byłoby, bo niestety przez depresję i lęki, po całej sytuacji w poprzedniej pracy tak cholernie się boje gdziekolwiek iść do pracy, że to aż paraliżuje. Męczy mnie to okropnie. Chciałabym mieć lepsze życie, mieć pracę, własne pieniądze, nie liczyć każdego wydanego grosza, wyjeżdżać na wakacje i spełniać zachcianki. Nie takiego życia chciałam. Najgorsze, że już nie mam pomysłów jak to zmienić i zastanawiam się czy na prawdę coś się ze mną dzieje czy po prostu rozleniwiłam się tak przez ostatni rok, że teraz nie umiem normalnie funkcjonować.

Moje dni to nuda. Kompletna masakra - tak to bym chyba najtrafniej określiła. Leże całymi dniami w łóżku, z laptopem na brzuchu i wynajduje coraz to nowszych pomysłów co mogłabym porobić, poczytać itd. Koniec końców nic się nie zmienia. Co z tego, że od długiego czasu interesuje się zdrowym odchudzaniem i ćwiczeniami, co z tego, że nawet wypisałam sobie jakie ćwiczenia chciałabym robić skoro na tym się skończyło. Nie mam za grosz motywacji pomimo tego, że na prawdę psychicznie chciałabym zmienić wszystko w swoim życiu. Fizycznie nie robię kompletnie nic co jest prawdziwą udręką.
Czasem zastanawiam się czy nie popadłam ze skrajności w skrajność. Najpierw uzależniłam się psychicznie i fizycznie od byłego faceta, teraz nie ruszam się nigdzie bez telefonu albo laptopa. Internet stał się całym moim światem. Nie wiem co robić.
Mam kompletny chaos w głowie i nie zapowiada się żeby szybko tam się zrobił porządek.  Liczę na to, że może terapia pomoże i zacznę coś robić ze sobą i swoim życiem, bo to co jest od roku to jakiś kiepski żart w postaci wegetacji, a nie życie.


Jak u Was minął kwiecień?
Pamiętajcie, że jest mi bardzo miło jak zostawiacie mi ślad po sobie w postaci komentarzy, to świadczy o tym, że blog i moja osoba jednak kogoś ciekawi, interesuje i nie ma samych czytelników - widmo :) 


2 komentarze:

  1. porusza mnie to co napisałaś, a smutek dotyka serce, poniekąd znane mi są Twoje rozterki... Życzę Ci odwagi i determinacji do zawalczenia o siebie, o swoje szczęście (ufam, że znajdziesz w sobie siłę, która pomoże zawalczyć Ci o swoje marzenia:)Pozdrawiam Ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy z nas w jakimś momencie swojego życia ma takie rozterki. Dziękuje bardzo i również życzę Ci odwagi i determinacji w walce o siebie :)

      Usuń